Oświadczenie: Marek Lis, Wiktor Schmidt oraz inni przyjaciele…

Ech, co za dzień :D

Normalnie nie interesują mnie plotki, oszczerstwa i tym podobne, które zamieszczane są anonimowo lub bez jasnego zajęcia stanowiska.

Robię wyjątek, ponieważ nazwisko Marka Lisa cały czas pojawia się w kontekście punk internet sp. z o.o., Poznań Valley sp. z o.o. oraz licznych naszych eventów.

Ta sama osoba cały czas podaje także na swoim profilu na Facebooku, że pracuje dla webreligion sp. z o.o..

Do tego w prasie regionalnej ukazał się przedwczoraj artykuł, który przez wielu czytelników w Poznaniu niesłusznie wiązany jest punk internet sp. z o.o..

Sam artykuł nie wymienia nazwy żadnej firmy.

A dlaczego?

Hmmm, przypuszczalnie z tego powodu:

Wyraźnie wyjaśniam: Marek Lis NIGDY nie był pracownikiem punk internet sp. z o.o., Poznań Valley sp. z o.o. czy webreligion sp. z o.o..

Jest byłym pracownikiem punked up sp. z o.o., spółki do spraw zarządzania i przydzielania zleceń programistycznych na Polskę. Pojedyncze własne projekty, co prawda były na początku awizowane, jednak z powodu wadliwej jakości w trakcie realizacji cofano je z powrotem do Niemiec.

Marek Lis był przez krótki okres managerem projektu, jednak z powodu sprzeniewierzenia i zachowania przynoszącego szkody firmie został zwolniony ze skutkiem natychmiastowym. Na jego usilne prośby, wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym zostało zamienione na rozwiązanie umowy.

Mój błąd. Powinno było zostać natychmiastowo, dzięki temu oszczędziłbym sobie tego całego teatru.

Pomimo uchylenia umowy, osoba ta wielokrotnie próbowała wymusić kolejne pieniądze od spółki punked up, w zamian za zaniechanie oszczerstw i wypowiedzi przeciwko nam.

Są emaile i można je pokazać.

Złożyliśmy wniosek o ściganie sprawcy za próbę wymuszenia.

Więcej na ten temat nie można powiedzieć, oprócz tego, że przed Sądem Pracy w Poznaniu tej osobie w pierwszym terminie NIE przyznano RACJI.

Są jeszcze znaczne żądania strony punked up wynikające ze stosunku pracy.

Każdemu przedsiębiorcy, który zatrudni tę osobę mogę tylko pogratulować.
Uwaga: sarkazm.

W jakich jeszcze wypadkach punked up nie wypłacał pieniędzy:

  • Jeśli ZUS zajął wynagrodzenie z powodu wcześniejszego zadłużenia pracownika.
  • W przypadku freelancerów – jeśli zlecenia nie zostały zrealizowane, przekazane lub zostały cofnięte z naszej strony. Za niezrealizowanie zleceń nie płacimy pienię
  • Potrąceń w przypadku otrzymanych wcześniej zaliczek.

Nie ma ani jednego pracownika, który nie otrzymałby pieniędzy ze strony punk internet sp. z o.o.. Żadnego. Można spokojnie zapytać o to dwie pracowniczki, które zrezygnowały z pracy w punk internet.

Odpowiedź będzie jednoznaczna.

Do autora artykułu:

Jeśli już „z powodów prawnych” nie można podać nazwiska, powinno się również zadbać o to, aby w komentarzach pod artykułem nie znalazły się żadne dzikie spekulacje.

Ponadto wyraźnie skłamano, że odmawialiśmy wszelkiego ustosunkowania się.

Przeciwnie, moje biuro prasowe komunikowało jasno i wyraźnie, że punk internet nie może odpowiedzieć na zapytanie, ponieważ nigdy nie pracowaliśmy z tą osobą.

Pracownicy punk internet postępowali poważnie i prawidłowo!

Do tego powiadomiono, że podczas toczącego się postępowania przed sądem po prostu nie można udzielać informacji o sprawie.

Również to była absolutnie prawidłowa reakcja ze strony mojego teamu.

W artykule jest też napisane, że spółka, o której jest mowa, nie zapłaciła kilkunastu pracownikom. Jeśli mówi się tu o punked up, to mieliśmy w całej historii ok. 7x pracowników, z czego 3x pracownicy, którzy zostali zatrudnieni po okresie próbnym.

Nie jestem geniuszem matematycznym, jednak „kilkanaście” wydaje mi się, że znaczy trochę więcej ;).

Autor artykułu w ostatnich dniach zadzwonił do mnie na moją prywatną komórkę i zapominając o jakiejkolwiek formie grzecznościowej próbował mnie przekonać do udzielenia wywiadu. Bezskutecznie. Prawa osobiste są dobrem, które powinno się chronić i dlatego szybko zakończyłem rozmowę, ponieważ można się do nas zwrócić oficjalnie, a nie wykorzystując prywatne numery telefonów.

Poważne dziennikarstwo wygląda inaczej! Przyzwoite zachowanie i dobry ton również.

A ponadto, Panie Dziennikarzu, wypowiedź „jestem obywatelem Niemiec i chciałbym, żeby moje prawa osobiste były przestrzegane”, ani nie jest wypowiedzią negatywną względem Polski, kraju i ludzi, których kocham, ani prawniczą groźbą. Tak tylko wtrącę.

Z mojego researchu wynika, że chodzi tu po prostu o przyjaciela Marka, który pisząc ten artykuł robi jemu przysługę.

Tak więc odbywa się przyjacielska przysługa „made in Poland”?

Sorry, on musiał być.

I jeszcze artykuł ukazuje się na kilka dni przed startem naszego własnego Event oraz Co-Event w Poznaniu?

Szelma, który źle myśli! Moje puzzle ułożyły się ;).

Proszę pozwolić mi jeszcze na dwa, trzy stwierdzenia na koniec…

Zawsze pytacie się, dlaczego żaden z odgrywających znaczną rolę w Europie start-upów nie pochodzi z Poznania.

Odpowiedź jest prosta: Wy po prostu zabijacie wszystko, co się bardziej wyróżnia, jest bardziej kolorowe czy inne niż Wy. Do tego zajmujecie się za często czczym gadaniem, zamiast tym co naprawdę jest ważne, czyli Waszym biznesem.

Dla opinii publicznej prezes przedsiębiorstwa w Polsce jest tak czy inaczej diabłem. Nie byłem jeszcze w kraju, w którym przedsiębiorcy tak by się wstydzili być przedsiębiorcami, tak jak to ma miejsce w Polsce.

Powiem więcej, publicznie nikt się chętnie nie przyznaje, że jest przedsiębiorcą.

Co się z Tobą dzieje, Polsko?

Bez przedsiębiorców nie ma pracy, bez pracy pracowników, a bez pracowników i przedsiębiorców nie ma podatków.

Pomyślcie o tym!

Musicie nauczyć się doceniać to, co przyspiesza Waszą koniunkturę!

Ale jeśli przedsiębiorcy w ten sposób rozszarpują się między sobą, to wszystko jest dla mnie jasne.

Każdy na pewno był w sytuacji, kiedy miał do czynienia z pracownikiem, który dla dobra firmy musiał opuścić przedsiębiorstwo. Jednak kiedy właśnie tacy ex pracownicy, używając wszelkich reguł sztuki, walą w ex-pracodawcę werbalnie w internecie, wtedy inni przedsiębiorcy cieszą się i jeszcze to podsycają? WTF!

Mocne.

Przydałoby Wam się trochę szerszego spojrzenia, ponieważ jutro Wy możecie być tymi, których to dotknie.

Cały czas stwierdzam, że Polska jest chyba krajem najbardziej nieprzyjaznym przedsiębiorcom w Europie, jeśli jest się do tego cudzoziemcem i pracuje z własnymi pieniędzmi, zamiast nadużywać środki UE, wtedy jest się podwójnie złym i powinno jak najszybciej wycofać się do własnego kraju.

Jak na to wpadłem?

Popatrzcie tylko, kto najbardziej cieszy się z tego artykułu i go udostępnia, to są inkubatory oraz osoby żyjące ze środków UE. A więc firmy pracujące z Twoimi i moimi pieniędzmi, ale szydzące z osób samych finansujących swoje projekty.

Śmiesznie.

Mnie to nie przeszkadza, ponieważ jestem jednym z tych, którzy chętnie postępują ofensywnie i już nie raz dostali za to w nos. Czasem słusznie, czasem niesłusznie. Tak to wygląda, kiedy ma się marketing trochę głośniejszy niż inni. A więc: nie ma problemu. Walcie śmiało. Ale kiedy traficie w przedsiębiorców, którzy nie są tacy twardzi, w ten sposób zniszczycie własny potencjał.

Moim marzeniem byłoby przeżyć to, jak start-up o globalnym zasięgu z Polski powstanie w Poznaniu.

W tej chwili jest to koszmar, ale kto wie, co jeszcze nadejdzie.

Moje zakończenie poświęcam szczególnej osobie, która pisze, że brzydzi się mną.

Sorry, ale to są znów głupie posty osób, które myślą, że w internecie mogą sobie na wszystko pozwolić, których po prostu nie mogę pozostawić bez słowa.

Osoba, o której piszę, nazywa się Wiktor Schmidt, CEO netguru, jednej z agencji działających w Poznaniu o średniej reputacji w Niemczech, także w Berlinie, znane z słabej jakość kodu i mało poufne obchodzenie się z pomysłami start-upów. Typowy lizus, który kiedy wpuściłem go do swej sieci, od razu odhaczał moje kontakty i próbował zaczepić na facebooku nowych wirtualnych przyjaciół. Kick z mojej sieci przyszedł od razu, kiedy od moich kontaktów dostałem pytanie, kim jest ta osoba i dlaczego dodaje ich do znajomych, pomimo że się nie zna.

Mam dla Ciebie radę: kto siedzi w szklanym domu, nie powinien rzucać kamieniami (niemieckie powiedzenie). Twoi „pracownicy” wymienieni na Twojej stronie internetowej są przeważnie na warunkach własnych firm zatrudniani. Popularne w Polsce podejście, żeby zaoszczędzić na podatku dochodowym i ubezpieczeniach społecznych. Z mojego punktu widzenia jest to niszczenia konkurencji, ponieważ dzięki takim trikom utrzymujecie niskie koszty wynagrodzenia, a przez to możecie oferować inne ceny niż agencje pracujące na umowy o pracę. Mówiąc brzydko, jest to czysto „pozorne samozatrudnienie” które wspieracie i uprawiacie.

Tak więc proszę, całkiem cicho ze stwierdzeniami kto jest wstrętny, przed kim się brzydzisz itd.. Całkiem cicho kolego!

W przeciwieństwie do Ciebie, nie osądzam Cię, przecież Cię nie znam osobiście, ja tylko stwierdzam fakty, że ja z tego rodzaju publicznymi wypowiedziami na Twoim miejscu byłbym bardzo ostrożny, ponieważ sposób, w jaki pracujesz zdaje się być wszystkim innym niż „do pokazania” oraz „krytykowanie innych”.

To oświadczenie ukaże się także po niemiecku, inni powinni też zobaczyć, jak w Polsce jeden dziennikarz bez sprawdzenia prawdziwych okoliczności, czy przynajmniej sprawdzenia wyników procesu sądowego, wypisuje absolutne bzdury oraz sądzi że w ten sposób może uprawiać tanie dziennikarstwo sensacyjne. Uważam, że również w Niemczech powinni się dowiedzieć, dlaczego Poznań jest złym miejscem dla niemieckiego start-upu, właśnie z powodu działającego tu środowiska, tworzącego mały zamknięty krąg. Szkoda.

Poznań ma dosyć problemów. Niskie wypłaty, wykorzystywanie pracy studentów na darmowych stażach itd.. Reporterzy powinni mieć ważniejsze sprawy na głowie, niż spekulowanie słabymi informacjami o osobie, która nic na poznańskim Rynku nie znaczy.

Waldemar Ariel Gala

2015-03-27 22.34.47

Recent Posts

Start typing and press Enter to search