Polska vs. Niemcy, czyli jak możesz odnieść sukces ze swoją agencją w Niemczech

Wielu z Was pewnie myśli sobie: mam dobrego webdesignera, potrafię prowadzić dobry blog albo moi programiści są dobrzy. Dlaczego więc nie podbić niemieckiego rynku, gdzie marże są korzystniejsze?

Jasne, przecież koszty w Niemczech są znacznie wyższe niż w Polsce.

Dlatego zdobywanie obszarów niemieckojęzycznych może być opłacalne dla wielu branż. Dziś jednak chciałbym opowiedzieć jedynie o agencjach reklamowych i webdesign.

Ale uwaga, większość polskich agencji dostaje po nosie w Niemczech, bo mentalność i morale pracy obu krajów różnią się diametralnie.

Najbardziej wyrazistą różnicą jest to, że niemiecki pracownik pracuje wolno, ale za to bardzo rzetelnie i jakościowo, natomiast polski często wykonuje zadania szybciej, ale często też musi je dopracowywać.

Tutaj tkwi główny problem obu kultur, dlatego często współpraca nie układa się, a umowa z polską agencją podpisywana jest jednorazowo.

Warte uwagi jest również to, że polski pracownik zatrudniony w niemieckim teamie jest zawsze bardzo ceniony. Sytuacja wygląda inaczej, gdy mówimy o współpracy z polskimi agencjami. W większości scena niemieckich StartUp ma złe doświadczenia, przy czym wcale nie musi tak być.

Istnieją FuckUps, które zawsze prowadzą do konfliktów:

Bariera językowa

Przy klasycznych zleceniach zleceniodawcy bardzo rzadko mówią po angielsku.

Deadlines

Dla agencji niemieckich reguła, dla polskich (wiem to również z własnego doświadczenia) szeroko rozumiane pojęcie. Jeszcze nigdy nie dostałem z polskiej agencji projektu gotowego na ustalony termin i to jest główny punkt, przez który dochodzi do późniejszych napięć. Niemiecka agencja planuje ściśle, precyzyjnie i stara się planować z góry kolejne kroki. Jeśli harmonogram przesuwa się bez zrozumiałego dla zleceniodawcy powodu, gwarantuję, że będzie spięcie, bo rozplanowanie czasu przez zleceniodawcę ulega zmianie.

Zarządzanie jakością

W polskich agencjach w zwyczaju jest pozbywanie się klienta razem z projektem „z usterkami“. W Niemczech przeciwnie. Tam klient otrzymuje zakończony projekt i co najwyżej jeden raz zgłasza reklamację. Aby uszczęśliwić niemieckiego klienta, projekt musi być wewnętrznie przetestowany w szczególności pod kątem jakości. Lepiej otwarcie i szczerze uprzedzić, że ma się FuckUp, niż pozwolić to wykryć klientowi.

Uznanie klienta za naiwnego lub zbyt częste tłumaczenie się.

Nie ma nic gorszego, jak zorientowanie się niemieckiego klienta, że nie jest traktowany poważnie. To leży w kulturze: jeśli zleceniodawca zauważy, że wmawiasz mu bzdury, które się nie sprawdzają albo że zbyt często się usprawiedliwiasz, możesz spodziewać się bardziej emocjonującego telefonu.

Feedbacks

Prosta zasada, nie pozwolić czekać niemieckiemu klientowi dłużej niż 4 godziny, w przeciwnym razie zacznie się niecierpliwić i martwić o to, czy aby na pewno wybrał odpowiednią agencję.

Mógłbym wyliczać tu całą masę problemów, ale zabrakłoby miejsca.

To całkiem proste, Niemcy są zbyt rzeczowi i skrupulatni dla polskiej spontaniczności i luzu. W urzekającym stylu wielu Polaków szybko można się zorientować, że często chcą być nadzwyczaj mili, zbyt wiele obiecują lub nadmiernie wychwalają swoje przedsiębiorstwa. Jeśli nie masz doświadczenia w temacie lub wystarczających kompetencji, żeby mieć wszystko w garści, daj sobie spokój. To nie jest najważniejsze kryterium, kiedy Twoja działalność jest jeszcze niewielka albo nie wszystko wiesz. Szczerość broni się najdłużej i daje Ci więcej cierpliwości i spokoju ze strony Twoich niemieckich klientów.

Sam miałem takie doświadczenie w Polsce z agencją z Poznania, która bardzo zachwalała swoją ofertę a świadczenia miała na ponadprzeciętnie niskim poziomie. Podejmujesz współpracę 1, 2…najwyżej 3 razy, a potem zlecenia wędrują w inne miejsce.

Co chciałbym Tobie powiedzieć: aby nie stracić niemieckiego klienta, nie możesz stawiać siebie na pierwszym miejscu, powinieneś zawsze NATYCHMIASTOWO korygować swoje błędy i próbować nieco lepiej zrozumieć niemiecki sposób myślenia.

Zgodnie z moim stanem wiedzy, w Polsce jest tylko garść agencji, które odnoszą sukcesy w Niemczech. To jest czysta oznaka tego, że dużo za dużo jest robione źle, pomimo tego, że polscy graficy, programiści i eksperci ds. marketingu należą do najlepszych w Europie.

Jeśli chcesz nastawić swój team na niemieckie procesy i wymagania, powinieneś trwale unikać wszystkich wymienionych Fuck Ups a jeśli chcesz zabezpieczyć swoje roszczenia względem niemieckich przedsiębiorstw, śmiało zgłoś się do mnie.

Możemy również omówić ceny rynkowe, stawki godzinowe i dniowe, które staną się konkurencyjne w Niemczech a jednocześnie podniosą Twoją marżę względem polskich zleceń.

Jestem Niemcem, dorastałem w Niemczech a ponieważ bardzo kocham Polskę, wiem które śrubki trzeba dokręcić, żeby niemieccy klienci „trwale“ byli uszczęśliwieni w Polsce, a Ty miał możliwość zapewnienia sobie gospodarczo najmocniejszych w Europie klientów.

Oczywiście za uczciwą opłatą, ale to rozumie się samo przez siebie i będzie z Tobą indywidualnie ustalone.

Jeszcze ostatnie zdanie: Za nieumyślne błędy klienci w Niemczech żądają odszkodowania, jeśli klient przygotuje dla Ciebie własną umowę o dzieło, uważaj na to, bo kiedy popełnisz zbyt wiele błędów, może to stać się dla Ciebie szybko bardzo drogie. Ten sposób postępowania jest w niemieckiej ustawie handlowej dość mocno zakotwiczony i nie daje możliwości późniejszego skarżenia się na wyzysk.

Waldemar Ariel Gala

Recent Posts

Start typing and press Enter to search