Zawojuj następny pitch. Twój pierwszy występ publiczny przed inwestorem.

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się występować przed inwestorami?

Nie masz o co się martwić. Każdy musi mieć ten swój pierwszy raz, a za pierwszym razem nigdy nie jest łatwo.

Korzystając z mojego doświadczenia, spróbuję Tobie odrobinę pomóc. Oto trzy reguły jakie można stosować podczas rozmów z inwestorami.

3 momenty prawdy.

Co przykuło na pierwszy rzut oka Twoją uwagę, kiedy byłeś w hotelu, podczas podróży samolotem, czy podczas miłego wieczoru w restauracji? W marketingu ten czas, kiedy starasz się po raz pierwszy przykuć czyjąś uwagę ma swoją nazwę, są to tw. momenty prawdy.

Zatrzeć pierwsze wrażenie, jest bardzo ciężko. Tak naprawdę, występ przed publicznością, czy wygłoszenie _ przemowy można porównać do usługi wyświadczonej względem słuchaczy. Jako mówca również jesteś narażony na tzw. „pierwsze wrażenie”.

Pierwszy moment prawdy, to milczenie. Nie mówisz nic ani dzień dobry, witam, czy yhym, nawet nie chrząkasz. Wchodzisz na scenę i milczysz. Przemowa nie zaczyna się w momencie, kiedy wypuszczasz z ust swoje pierwsze słowo, tylko znacznie wcześniej. Wielu mówców zaczyna swoją prezentację dużo wcześniej, jeszcze przed wkroczeniem na podest, czy przed pójściem do pokoju konferencyjnego, gdzie ma odbyć się rozmowa z grupą pracowników. Absolutnie nie tędy droga. Nie powinno to tak wyglądać. Jedyne co potrzebujesz podczas wygłaszania swojej mowy, to absolutna cisza. To, czy będziesz miał tą ciszę, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

Drugi moment prawdy, to uśmiech. Kiedy nic nie mówisz, to uśmiechaj się do swojej publiczności. Uśmiechając się, dajesz jej znak, że jesteś pewny siebie, masz charyzmę i wierzysz we własne możliwości.

Trzeci moment prawdy, to cierpliwość. Sama cisza z Twojej strony nie sprawi, że Twoja publiczność będzie zachowywać się równie spokojnie. Dźwięk krzesła, kasłanie, a czasem się odezwać może jakiś smartfon.

Korzystając z tych trzech zasad, korzystasz podwójnie. Po pierwsze, pokazujesz swoją pewność siebie i budujesz swój wizerunek. Rośnie Twoja wiarygodność. Po drugie, uzyskujesz nieograniczoną uwagę swojej publiczności. Natomiast, publiczność czeka na najważniejsze zdanie w Twojej przemowie, na Twoje pierwsze zdanie. Jednak uderzenie pierwszym zdaniem w samo sedno, tak by zaciekawić słuchaczy, wcale nie jest takie proste. 

Nudny pan Kowalski.

Przypomnij sobie przemowy i prezentacje w Powerpoint, jakie miałeś w ostatnich 5-ciu latach. Pomyśl o tych wszystkich, którzy przemawiali na konferencjach, targach i ślubach. Wszyscy zaczynali pewnie w ten sam nudny sposób: „Yhym, witam serdecznie wszystkich zgromadzonych. Nazywam się Peter Meyer i mam ogromną radość i zaszczyt przybliżyć Państwu temat mobilności w XXI wieku”.

Nie jest to łamiący dech w persiach wstęp do przemowy, która miałaby powalić wszystkich na kolana. Pomyśl z ręką na sercu, jeśli Twoja przemowa miałaby być powieścią, czy zacząłbyś w ten sposób? Raczej nie. Rozłóżmy ten standardowy wstęp na czynniki pierwsze. Wiemy, jak nasz mówca się nazywa – jego imię było podane w zaproszeniu i _ w programie. Dodatkowo, nasz prelegent został przedstawiony przez panią prezenterkę, która zapowiedziała go jako kolejną osobę, która przystąpi do prezentacji. Wiemy także, o czym on będzie mówił, ponieważ te dane również można było odczytać w zaproszeniu i w programie, a pani prezenterka kolejny raz wspomina o tym w zapowiedzi. Najczęściej jednak, wszystkie najważniejsze informacje są wypisane wielkimi literami przed wejściem na salę, gdzie odbywa się prezentacja. Obecna radość prezentującego jest zrozumiała, bo przygotowywał się do tego. Generalnie chodzi o to, że od około minuty marnujesz czas na informację, którą już wszyscy znają, zatem nie mówisz nic ciekawego.

Nuda! Dla mnie pierwsze zdanie ma tylko jeden cel: wzbudzić uwagę słuchacza. To, do czego przyczyniły się trzy momenty prawdy, musisz także potwierdzić swoim pierwszym zdaniem, a mianowicie zwróceniem 100 procentowej uwagi publiczności. Jak to osiągnąć? Najlepiej zacząć z hukiem.

Jak grom z jasnego nieba.

Kiedyś, na jednym z moich treningów zapytałem uczestniczki: „Ile czasu dałybyście dopiero co napotkanemu mężczyźnie na tzw. podryw”? Wtedy pojawił się delikatny szum po damskiej części publiczności, natomiast po męskiej tzw. „macho-komentarze” niektórych uczestników. Jednak, po chwili pada odpowiedź : „Około 30 sekund!”.

Z doświadczenia wiem, że podryw w ciągu 30 sekund jest raczej nierealny. Nie wiem, czy reszta męskich czytelników podziela moje zdanie, ale ja osobiście rzadko kiedy jestem w stanie dobić do tych wspomnianych 30 sekund. Czasami nie mam nawet dostatecznie dużo czasu, żeby się w pełni przedstawić. Dostać 2 sekundy. Utopia.

Podobne zasady stosuję, jeśli chodzi o przemowę przed publicznością. Niezależnie, czy to prezentacja produktu, rozmowa z inwestorem, pitch, czy przemowa na uroczystości, zawsze myślę o czasie, który mnie ogranicza, o tych sekundach jakie mam do dyspozycji, żeby oczarować słuchaczy. Pierwsze zdanie musi zwalać z nóg. Oto przykład:

„Albert Einstein powiedział (pauza, pozwól słuchaczom pomyśleć o genialnym, siwym Panu) „To nie prawda, że jestem mądry, po prostu dłużej zajmuję się danym problemem.” Chciałbym, żebyśmy więcej czasu poświęcali na rzeczy, których nie rozumiemy, lub które sprawiają nam kłopot, niż inni. Byśmy dłużej zajmowali się danym problemem, niż nakazują  analitycy. Chciałbym również, abyśmy skupiali się nad danym problemem, nawet jeśli  już znajdziemy jakieś rozwiązanie.

 

Nie zwlekaj, pokaż inwestorom, ze jesteś silny, że jesteś zwycięzcą. Powodzenia przy następnej rozmowie.

 

Recommended Posts

Start typing and press Enter to search